Nauczycielu, gdzie jesteś?!

gdzie jesteś?
gdzie jesteś?
Jedną z pierwszych zasad, których uczy sie młodych ludzi na przykład nad wodą, jest to, by w momencie zagrożenia, przede wszystkim dawać głośno o tym znać. Najlepiej krzyczeć, machanie rękoma nie zawsze będzie skuteczne. Wiedzą o tym już nawet pierwszoklasiści idący z klasą na basen, niestety nauczyciele jakby o tej elementarnej zasadzie przetrwania zapomnieli. W sytuacji, gdy „polski nauczyciel” tonie, nie dość, że nie krzyczy, to nawet nie macha rękoma? Pytanie, dlaczego?

O tym, że zapowiedziana przez Minister Zalewską reforma to jeden wielki chaos wypowiedzieli się już chyba wszyscy, łącznie ze mną. O tym, że najbardziej w całym tym zamęcie dostanie się nauczycielom też wiadomo. Wystarczy nawet pobieżna analiza nowych ramowych planów nauczania, by zauważyć, że nie dla wszystkich wystarczy etatów i godzin. Historycznie patrząc, to też zawsze nauczyciele byli tymi, którzy byli ostatecznymi „beneficjentami” wszelkich zmian. Czasem dobrych, w większości jednak kiepskich. Dzisiaj jednak nie o tym, co oczywiste.
Pomimo hucznej atmosfery Dnia Edukacji Narodowej pozwolę sobie zastanowić się nad sprawą bardzo poważną, a mianowicie nad rolą nauczyciela w tym trwającym już długie lata nieudolnym „reformowaniu” polskiej oświaty.

Mam to szczęście, że grupę tę znam bardzo dobrze, pracując z nimi, szkoląc ich czy wspólnie dyskutując o blaskach i cieniach oświaty w Polsce. Kolejny już raz, z dużym smutkiem zauważam, że niby wszyscy nauczyciele jak Polska długa i szeroka mają podobne, krytyczne zdanie odnośnie zapowiedzianych zmian, ale efektów tego niezadowolenia nie widać. I tak, już od lat przyglądam się kolejnym pomysłom, ustawom, reformom autorstwa MEN i przez lata zadaję sobie to samo, jedno pytanie: „Polski Nauczycielu – gdzie jesteś i gdzie byłeś?”

- Gdzie byłeś, kiedy ministrowie jeden po drugim dokładali Ci w ramach etatu kolejne zadania?
- Gdzie byłeś, kiedy wprowadzano godziny karciane, pomoc psychologiczno-pedagogiczną czy projekt gimnazjalny?
- Gdzie byłeś przez ostatnie kilka lat, kiedy Twoja praca z pracy z uczniem zamieniona została w pracę z papierami?
- Gdzie byłeś, gdy kolejny „ekspert” z Unii Europejskiej obrażał Twoją pracę i zaangażowanie twierdząc, że pracujesz najmniej w Europie, bo niecałe 3 godziny dziennie?

Gdzie byłeś te i wiele innych razy? Pytam, znając odpowiedź. Byłeś w pracy, jak zwykle rzetelnie pracując albo w domu nie mniej rzetelnie przygotowując się do lekcji czy sprawdzając sprawdziany. Bardzo często widząc kolejne głupie przepisy, nie zgadzając się z nimi, protestowałeś w duszy. Tylko w duszy, bo na wszelkie inne formy oporu zawsze miałeś gotową odpowiedź, że akurat Twojej grupie zawodowej albo „nie wypada” albo jest zbyt sfeminizowana, aby skutecznie protestować. Zmartwię Cię Drogi Nauczycielu. Po pierwsze niewalczenie o swoje prawa wcale nie jest oznaką „zacności” danej grupy zawodowej, a jej słabości. To, że można a wręcz należy walczyć pokazała Ci, o ironio, jeszcze bardziej sfeminizowana grupa zawodowa niż Twoja - pielęgniarki. Nie ujmując nic Twoim zadaniom i misji oświaty, przypomnę tylko, że w ochronie zdrowia misja nie jest wcale mniej ważna niż Twoja, a mimo to udało się jej przedstawicielkom przez kilka dni jej nie realizować i podjąć strajk. Po drugie, takim swoim zachowaniem, głównie biernością, przez ostatnie lata doprowadziłeś do tego, że właśnie Ty i Twoi koledzy i koleżanki jesteście dziś najsłabszą grupą zawodową w Polsce. I o ile wierzę, że obudzisz się niedługo i w kwestii wyrażania oporu coś się może szybko zmieni, o tyle poprawa tej drugiej kwestii zajmie Ci jednak trochę więcej czasu.

Wracając do pytań, zapytam może inaczej, trochę Cię usprawiedliwiając.
Liczyłeś może na wsparcie związków zawodowych i na to, że one Cię obronią? To się bardzo przeliczyłeś, ponieważ dwa mało efektywne i wzajemnie skłócone związki od lat nie zrobiły dla poprawy Twego położenia nic.
Odpowiadasz: przecież protestowaliśmy! Pozwól, że uzupełnię Twoją wypowiedź. Owszem, ostatni raz realnie strajkowałeś ponad dwadzieścia lat temu. Efektem strajku było po pierwsze to, że cztery soboty za darmo odpracowywałeś dni strajku, a po drugie, że po tym skutecznie oduczyłeś się strajkowania.
Wobec zmian i niepewności liczysz na renomę placówki, własne zasługi czy zdanie Dyrektora? One są tutaj akurat najmniej ważne. Przypomnę Ci, że od kilku lat Twój dyrektor ma usztywnioną ramówkę jeżeli chodzi o liczbę godzin w poszczególnych klasach oraz nie posiada już godzin tzw. „dyrektorskich”. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że jeśli zacznie brakować Ci godzin do pracy to dyrektor nie ma za bardzo jak Twojego etatu ratować. Co więcej, zapowiedziane zmiany w ustawie o systemie oświaty i Karcie Nauczyciela sprawią, że ani Twoje zasługi, ani stopień awansu, ani renoma, znaczenia specjalnego przy ustalaniu liczby godzin miały nie będą.
Nie odbierz tego źle Drogi Nauczycielu. Nie piszę tego tekstu, żeby Cię zdenerwować, tylko żeby ukazać Ci szczerze i uczciwie istotę problemu oraz Cię nieco zmobilizować.
Osobiście jest mi bardzo źle z tym, że w sytuacji gdy minister zapowiada reformę, w efekcie której zlikwidowane zostanie kilkadziesiąt tysięcy etatów oświacie, Ty nie robisz nic!!! W sytuacji, gdy niekorzystne zmiany dotkną głownie Ciebie, a więc tak naprawdę najważniejszy podmiot systemu oświatowego, Ty czekasz, liczysz, że jakoś to będzie itd.
Doskonale rozumiem, że pewnych rzeczy wybranym grupom zawodowym nie wypada, ale uwierz mi, że jeśli Twój opór wobec zmian i tym razem nie wyjdzie poza ramy pokoju nauczycielskiego, to nic się w tej kwestii nie zmieni. Gwarantuję Ci, że Twój dyrektor jest jeszcze bardziej przestraszony wizją reformy niż Ty. Co więcej, nawet Twój organ prowadzący ma nie lada zagwozdkę jak to wszystko po nowemu poukładać. Nie proponuję Ci zatem szukać pod tymi adresami wsparcia, a zacząć działać.

Takich jak Ty, niepewnych swojego etatu, obawiających się o przyszłość są dzisiaj dziesiątki jak nie setki tysięcy. Przy tak chwiejnej pozycji ministra, coraz bardziej niepewnym losie reformy, nie potrzeba naprawdę wiele, aby zatrzymać tą spiralę chaosu.
Nie chcę Ci podpowiadać gotowych rozwiązań, ale jeśli w wybrany jeden, na przykład listopadowy czy grudniowy dzień, zamiast zaplanowanych zajęć lekcyjnych Ty i wszyscy Twoi koledzy prowadzić będziecie tylko zajęcia opiekuńcze, MEN w końcu zwróci na Ciebie uwagę. Jeśli to nie pomoże to kolejnego dnia możesz po prostu zaprotestować na poważnie i nie przyjść do pracy. Gwarantuję Ci, że nawet, jeśli nie MEN sam w sobie, to rodzice przypomną możnowładcom o tym, że w oświacie jednak trzeba słuchać głosu nauczycieli, ponieważ jest ważny, jeśli nie najważniejszy.

Na koniec jeszcze pytanie z dedykacją dla nauczycieli gimnazjów: Gdzie jesteście w momencie, gdy kolejny nieodpowiedzialny minister jednym ruchem, bez poparcia w żadnych analizach czy badaniach, przekreśla dorobek Waszej kilkunastoletniej pracy, zaangażowania i zdrowia? Jeśli dzisiaj będziecie nadal w ukryciu, to wiem za to gdzie będziecie w okolicach wakacji następnego roku: w urzędach pracy i gabinetach dyrektorów szkół podstawowych i ponadgimnazjalnych. Wy, którzy przez ostatnie lata byliście tym etapem edukacyjnym, w którym było najwięcej zmian, rewolucji i eksperymentów. Ci, którzy mimo to udźwignęli trud pracy w takim środowisku i z bardzo trudną, jeśli chodzi o wiek uczniów, młodzieżą. Nie wierzę, że dzisiaj tak po prostu, bez walki to oddacie!

Mam nadzieję, że to właśnie Wy będziecie główną siłą, wokół której zjednoczą się inni i która w końcu pokaże, że polscy nauczyciele w obliczu zagrożenia są silni, zjednoczeni i potrafią zawalczyć o swoje. Uwierzcie mi, że warto to pokazać, nie tylko ministrowi, ale przy okazji też samorządom i rodzicom.
Trwa ładowanie komentarzy...